Jak wyłania się doskonała perfekcja – moja przygoda z zatkaną rurą

Ten wpis zamieściłam na moim facebookowym profilu, jednak czuję, że Ty również masz go przeczytać 😉
 
Dwa miesiące temu moja mama, odwiedziwszy mnie poszła do kościoła, gdzie podczas ogłoszeń parafialnych ksiądz entuzjastycznie zapraszał na gminne zebranie dotyczące projektu dofinansowań “Czyste powietrze”.
 
Za namową mamy udałam się na to zebranie, by zobaczyć zawiedzionego księdza (“tak reklamowałem to spotkanie, a tu się okazuje, że jako osoba nie fizyczna, nie mogę skorzystać z dofinansowania”) oraz by odkryć, że projekt idealnie odpowiada moim aktualnym potrzebom remontowym i że dzięki temu, iż w ubiegłym roku wybrałam superekologiczne ogrzewanie elektryczne domu, w pełni się kwalifikuję.
 
Kilka dni temu przejeżdżając przez wieś zobaczyłam dom, w którym właśnie trwały prace ocieplenia murów styropianem, a dwa dni temu tak zorganizował mi się czas, że wybrałam się tam podpytać o firmę, która robi tę izolację, akurat wtedy, gdy nikogo nie było na miejscu.
 
Kiedy tak krążyłam wokół tego domu, zaczepił mnie miejscowy pijaczek, osoba nieszczególnie lubiana, a nawet uważana za niebezpieczną.
 
Tak się składa, że kilka lat temu, kiedy jeszcze jeździłam konno i poruszałam się po wsi wierzchem (bo nie miałam samochodu), stojąc z koniem pod sklepem odbyłam z nim krótką rozmowę, podczas której chwycił mnie za serce. Był jedyną i pierwszą osobą w całej okolicy, a może i wtedy dla mnie, w całej Polsce, która patrzyła na konia z punktu widzenia… konia, a nie z egocentrycznego punktu widzenia władcy wszechrzeczy, jak wszyscy koniarze i nie koniarze, jakich spotykałam i jakim sama w pewnym stopniu wtedy byłam. Wysoce empatyczny, poza schematami i utartymi ścieżkami myślenia, natychmiast wzbudził mój szacunek. I takim pozostał w moim sercu od tamtej rozmowy.
 
Zaczepił mnie i zapytał, czego szukam w tym domu. Odpowiedziałam, że chciałam zapytać o ocieplenie. Zainteresował się moją sprawą i wytłumaczył mi, gdzie znajdę fachowca, który mieszka niedaleko i wykonuje takie prace. Pojechałam tam od razu. Okazało się, że znał mojego tatę. Umówiliśmy się na dziś, że przyjedzie wykonać pomiary niezbędne do wyceny.
 
Historia mojego taty tu. na wsi, jest bardzo ciekawa, bo kiedy miał 7 lat i był na wakacjach u ciotki w Chojnacie, rodzice zapomnieli go odebrać. Ciotka nie wiedząc co zrobić, zapisała go do wiejskiej szkoły, gdzie chodził jeden semestr. Przez to znał całkiem sporo super ludzi ze swojego rocznika, m.in. miejscowego kowala, który wielokrotnie pomagał nam w różnych przedsięwzięciach.
 
Dziś rano coś mnie natchnęło, by uporządkować kuchnię i wynieść puste słoiki do piwnicy. Kiedy zeszłam na dół podłoga była zalana. Zatkała się rura odpływowa do kanalizacji i wszystkie ścieki wpadały do piwnicy. Zanim na to wpadłam, kilkukrotnie wymieniałam wiadra pod rurą, kiedy skojarzyłam, że wody przybywa, kiedy pralka płucze. Wyłączyłam pralkę i sytuacja zrobiła się mniej emergency, ale jednak do rozwiązania dzisiaj.
 
Obdzwoniłam kilkunastu hydraulików z okolicy, do których numery podsyłali mi znajomi lub znajdowałam je w internecie. Żaden nie odbierał lub nie miał dla mnie czasu. Wtedy zadzwoniła moja sąsiadka z pomysłem, żebym skontaktowała się z panem, który ma mi ocieplać dom: “oni się wszyscy w tej branży znają, na pewno ci kogoś poleci”.
 
Moją sąsiadkę, panią Bogusię, znam od dziecka, odkąd pamiętam. Kiedy sprowadziłam się na wieś na stałe, relacje z sąsiadami nie były dobre, ze względu na stare waśnie wcześniejszych pokoleń. Nigdy nie rozumiałam, jak można mieszkać blisko i żyć w konflikcie (w ogóle nie rozumiem długotrwałych konfliktów), dlatego odkąd tu mieszkam, wszystko ponaprawiałam. Dzięki temu zyskałam cudowną przyjaciółkę i jedną z najbardziej wartościowych postaci w moim życiu – o czym przekonałam się dopiero, kiedy z całą szczerością i będąc całkowicie sobą, otwarłam swoje serce.
 
Zadzwoniłam do pana od ocieplenia, który poinformował mnie, że właśnie się do mnie wybiera i że zrobi mi hydraulikę, ponieważ potrafi zrobić wszystko.
 
No i przyjechał. Sprawa była grubsza. Pracowaliśmy wspólnie ponad 4 godziny (przypuszczam, że żaden z hydraulików, do których próbowałam się dodzwonić, nie miał by tyle dobrej woli i cierpliwości w sobotnie popołudnie). Kilku hydraulików potem do mnie oddzwoniło, ale sprawa była już nie aktualna. Rura przetkana, części wymienione, kanalizacja sprawna, a do tego świetny czas spędzony w dobrym towarzystwie, w ruchu zamiast przed komputerem.
 
Piękny, aktywny dzień, a przy okazji, czym koniecznie chcę się podzielić – zero stresu i zero nerwów. Dlaczego? Bo ufam bezgranicznie. Bo WIEM, że cokolwiek się wydarza, jako tzw. problem, zawiera w sobie rozwiązanie. Wiem to kiedy jeszcze jestem w ogniu problemu, bo przecież nic nie pozostaje w takich sytuacjach nierozwiązane. Nie zostałabym z zalaną piwnicą – prędzej czy później, w ten czy inny sposób, problem musiałby zostać rozwiązany. Nie umarłabym za kilkadziesiąt lat mając nadal zalaną piwnicę. A skoro to wiem, to ufam. A kiedy ufam, rozwiązanie przychodzi szybciej, niż może się wydawać.
 
Dlaczego to napisałam?
Bo przypadki nie istnieją.
Bo kiedy zwalniasz, kiedy się zatrzymujesz w swoim pędzie życia, nagle możesz dostrzec tę doskonałą perfekcję.
Wszystko jest połączone.
Wszystko wydarza się jak odpalony scenariusz filmu, którego jesteś obserwatorem.
Rzeczy nie wydarzają się, bo TY je robisz.
Rzeczy wydarzają się same z siebie, po prostu. Życie płynie, zaskakująco, pięknie, ciekawie. Nigdy nie jest nudno.
To, że wydaje ci się, iż to ty kierujesz swoim życiem, to ty coś robisz i dzięki temu jesteś tu, gdzie jesteś i wydarza się to, co się wydarza albo coś się nie wydarza – to ILUZJA. Iluzja kontroli, która dostarcza tylko jednego – stresu.
Stres, zmartwienia, niezadowolenie, nieakceptacja, przejmowanie się – to wszystko jest obecne tylko dlatego, że wydaje Ci się, że to ty tworzysz swoje życie.
I jesteś wtedy albo zadowolony, albo wręcz przeciwnie, w zależności od tego, jak poważnie podchodzisz do tego, by twoja wizja z głowy pokrywała się z Rzeczywistością.
To wszystko jest iluzją.
Nie masz żadnego wpływu na wydarzenia. To tylko umysł przekonuje Cię, że jest inaczej i dlatego bywa, że cierpisz.
Umysł trwa tylko dzięki racjonalizacjom, które zastosowane do wyżej opisanej historii z rurą mogłyby brzmieć: “gdyby ten hydraulik nie przyjechał, pewnie znalazłby się inny” albo “gdyby Twoja sąsiadka nie podsunęła ci tego pomysłu, to pan od ocieplenia i tak by przyjechał i naprawił rurę” albo “to przypadek, że akurat spotkałaś wtedy wiejskiego pijaczka”.
Jednak zamiast racjonalizować (kiedy to próbuję robić, moje ciało się spina i robi mi się duszno), możesz spojrzeć na to tak, jak ja: idealna perfekcja. Synchroniczność zdarzeń, bo rzeczywistość właśnie taka jest – synchroniczna, perfekcyjnie inteligentna, doskonale harmonijna.
Puszczasz mentalną kontrolę i rozsiadasz się w fotelu – jak widz, który ogląda pomysłowy spektakl z idealnie dobraną obsadą.
Tym właśnie jest życie.
Takie je odkrywam.
To tego życia nie przegap.
Dziękuję, Życie 💜

Z miłością
Dominika