Natura vs. silna wola

Silna wola

W ubiegłym tygodniu podczas jednej z sesji poświęconych odżywianiu pojawił się temat silnej woli. Moja Klientka od jakiegoś czasu wprowadziła restrykcyjne zasady żywieniowe, których stara się sumiennie przestrzegać. Obejmują one m.in. wykluczenie określonych produktów z diety, ścisłe przestrzeganie godzin posiłków oraz jeden dzień w tygodniu głodówki. Skąd na to pomysł? Ano moja Klientka sporo czyta o najnowszych trendach żywieniowych w internecie, przegląda najnowsze badania, inspiruje się sprawdzonymi sposobami innych osób, którym udało się schudnąć przestrzegając podobnych reguł. Mówi, że poza widocznymi efektami jest to dla niej trening silnej woli, który przynosi satysfakcję. Mimo to, umówiła się ze mną na sesje, ponieważ od czasu do czasu nie kontroluje siebie, ma napady wilczego głodu i bywa rozdrażniona. I ponieważ czuła, że jestem odpowiednią osobą.

Odnajdujesz w tym siebie? Skupiasz się na swojej diecie, sylwetce, akceptacji siebie od lat, a ten temat wciąż powraca? Wciąż jest żywy? Wciąż JEST?

Postaram się teraz najprościej, jak to możliwe wytłumaczyć, gdzie tkwi haczyk.

Dopóki jesteś wcielony, twój umysł, ciało i dusza stanowią jedno. Wzajemnie na siebie wpływają, jedno świadczy o drugim. To trzy nierozerwalne i równorzędne aspekty Ciebie. Problem pojawia się, kiedy zaczynasz faworyzować jeden z nich – w tym przypadku umysł (intelekt). Przyznajesz mu większą wagę i władzę nad pozostałymi aspektami. Mówisz: „JA WIEM, CO JEST DLA MNIE DOBRE”. I dalej: „Cicho, brzuchu, nie powinieneś być głodny, nie powinieneś chcieć mięsa, białego pieczywa, słodyczy!”. Mówisz: „Ja WIEM i ja sobie teraz ciebie podporządkuję, będziesz tańczyć, jak zagram. I nie obchodzi mnie co masz w tej sprawie do powiedzenia!!”.

Teraz, żeby utrzymać rządy reżimowe intelektu, sięgasz po zabójcze, obosieczne narzędzie, któremu przez lata zrobiono tak świetny PR, jakiego nie powstydziłaby się Coca Cola: Silną Wolę. Silna Wola, podobnie jak Coca Cola, w pierwszym odruchu kojarzy się z czymś dobrym, wartościowym, wyjątkowym. Dopiero po zastanowieniu widzisz, że jedna psuje nerwy, druga zęby, jedna i druga kosztuje Cię życie (wyrzeczenia; spustoszenia w organizmie), obie są przydatne w ekstremalnych, epizodycznych sytuacjach (kiedy robisz coś, by przeżyć; kiedy potrzebujesz odrdzewiacza). A satysfakcja? Nakarmi się nią wyłącznie ego.

Niedawno pracowałam z osobą, która osiągnęła ogromny sukces na polskim rynku. Zdradziła mi, że zarówno biznes, jak i jego powodzenie, same do niej przyszły, tylko dzięki temu, że była na siebie uważna i robiła tylko to, co sprawiało jej dogłębną radość. Powiedziała: „Kiedy czuję, że zaczynam się siłować, spinać, wiem, że nie jestem na dobrej drodze.” Na marginesie, to była jedna z bardziej rozwiniętych duchowo osób, jakie poznałam.

Wracając do meritum: dzięki uważności słyszysz, co ma do powiedzenia Twój organizm. Szacunek do siebie sprawia, że chcesz słuchać, co ma do powiedzenia. Miłość wyraża się w chęci zrozumienia i pragnieniu uzdrowienia.

Intuicyjne odżywianie, które jest celem programu diet coachingowego i terapeutycznego „Świadomość poprzez jedzenie”, polega na oddaniu organizmowi jego kompetencji, słuchaniu go, służeniu mu najlepiej jak potrafisz korzystając z kompetencji intelektu. To trochę takie bycie intelektem o krok za organizmem, ale z nastawionymi uszami i pełnym zaciekawieniem. To jak zadawanie pytań: „Hmm…. Dlaczego masz teraz na to ochotę? Czego Ci trzeba?”. Zadając takie pytania może się okazać, że niejednokrotnie pomylisz adresata i że tak naprawdę uciążliwy temat jedzenia to grubsza sprawa, którą rozwiążesz tylko zwracając się do trzeciego, zainteresowanego aspektu – ducha. Jeśli to czytasz, to być może jedzenie nie jest problemem, a Twoim tematem przewodnim rozwoju świadomości? W moim przypadku tak właśnie było.

Chcesz się dowiedzieć więcej na ten temat? Sięgnij do TYCH artykułów.

Jeśli potrzebujesz pomocy, umów się ze mną na sesję.

Tymczasem wysyłam Ci potężną dawkę miłości!

Dominika